Trzecia nad ranem. Ucze się. Właściwie pisze prezentacje. Odrywam zmęczony wzrok od ekranu komputera, by spojrzeć gdzieś w dal. Niespodzianka. Przez okno przedziera się światło jakiegoś jasnego ciała niebieskiego, wiszącego nad wschodnim horyzontem. Chmury zasnuwające do niedawna całe niebo odeszły w niepamięć. Jowisz? Zaraz, to chyba o nim pisałem wiadomość jakiś czas temu... Tak, zadaje się on teraz z Uranem. Znudzony postanawiam wytaszczyć przed dom "najszybciejrozkładalny" sprzęt optyczny (robi się już jasno). Padło na refraktor Sky-Watcher 80/400 mm. Do wyciągu wkładam okular Tele Vue Plossl 20 mm (dając 20-krotne powiększenie i pole widzenia ok. 2.5°). Odnajduję Gazowego Olbrzyma. Po lewej (refraktor daje obraz odwrócony) odnajduje gwiazdę TYC 4663-45-1, dalej... Tak, to jest Uran! Trójka bez problemu mieści się w polu widzenia. Wracam do domu po aparat fotograficzny. Niebo bardzo jasne, brak pod ręką zasilania do napędu montażu paralaktycznego, i tak nie zdążyłbym go ustawić na gwiazdę polarną. Wykonuje więc serie około sekundowych ekspozycji (by ruch dobowy nieba nie rozmazał za bardzo gwiazd) przy czułości ISO 800. Wężyk spustowy jest nieodzowny. Składam sprzęt i wracam do domu. 4:30. Jeszcze tylko obejrzę odcinek ulubionego serialu i kłade się spać. Za chwilę kolejny, żmudny dzień.
PS. Fotografujesz stosując długi czas naświetlania, aparat umieszczasz na statywie? Wyłącz stabilizację obrazu! Ona na prawdę czasem potrafi popsuć zdjęcie.